Jak wygląda cesarka na Polnej?

cesarka na Polnej

Moja ciąża od początku nie dawała spokoju. Miesiąc po tym, jak na teście zobaczyłam dwie kreski, lekarz – zamaszystym i nieczytelnym pismem – wypisywał już L4. Zalecił też leżący tryb życia. I choć przygotowywałam się na poród siłami natury, miałam indywidualne spotkania z położną, która – przychodząc do mnie do domu, tłumaczyła mi, czym różni się pierwszy etap porodu od drugiego, z tyłu głowy miałam zawsze myśl, że przy tak skomplikowanej ciąży jak moja, wszystko może się zdarzyć.

Na 5 tygodni przed planowanym terminem porodu trafiłam do jednego z największych i najbardziej specjalistycznych szpitali w Polsce, potocznie zwanego Szpitalem na Polnej w Poznaniu. Dni mijały, jeden za drugim, moje dziecko wciąż było monitorowane, badane, aż razu jednego KTG nie wychodziło tak jak powinno. W niedzielę rano do sali wbiegł mój lekarz prowadzący, rzucając hasło: „proszę dziś już nic nie jeść i nie pić – działamy” –  i wybiegł. Trzeba Ci wiedzieć, droga Czytelniczko, że szpital ten to bardzo specyficzne miejsce, lekarze i położne mają tam naprawdę ręce pełne roboty i czasem wygląda to tak, że musisz być zdyscyplinowana, stosować się do zaleceń, nie zawsze jest czas na pogaduchy. Inna sprawa, że ja mojego lekarza znałam, ufałam mu i byłam go pewna. Gdyby taki zwyczajny tam profesor z największej kliniki w Polsce wpadł i zakazał mi pić i jeść, z pewnością wierciłabym mu dziurę w brzuchu i dopytywała: ale jaaaaak to, dlaaaaczego? :)

Ale do brzegu: decyzja zapadła. Wylądowałam na oddziale porodowym, czekając aż zwolni się sala. Sal było sporo, a każda z nich zajęta. Zewsząd dobiegały mnie krzyki kobiet. Lekarze biegali z jednych sal do drugich, monitory KTG non stop pokazywały, że któraś ma właśnie skurcze parte. Pisałam wtedy do męża: „tu jest świniobicie, wchodzisz na własne ryzyko”. W końcu zwolniło się miejsce na porodówce. Podłączono mi kroplówkę z oxytocyną. W międzyczasie podpisałam jakieś tam zgody i oświadczenia, że jestem świadoma, że cc to operacja i jak każda może mieć powikłania. A kiedy skurcze zaczęły się pojawiać – przewieziono mnie na blok operacyjny.

Jak wygląda cesarskie cięcie na Polnej?

Mąż nie może być obecny, kiedy Ty jesteś na sali operacyjnej.

Po konsultacji z anestezjologiem otrzymujesz znieczulenie (u mnie podpajęczynówkowe, czyli to w kręgosłupie). Uprzedzam od razu, że to znieczulenie w ogóle nie boli, nie porównałabym tego nawet z ukłuciem komara. Tu naprawdę nie ma się czego bać. Znieczulenie to polega na tym, że masz cały czas świadomość, wiesz, co się dzieje wokół Ciebie, natomiast od pasa w dół nic nie czujesz i ten obszar jest bezwiedny.

Na linii klatki piersiowej ustawiają parawan, a więc nie widzisz, co dzieje się w okolicach brzucha, a dzieje się tam już całkiem sporo, lekarze dezynfekują skórę i robią cięcie. Najczęściej jest ono poprzeczne.

Po tym procederze, następują narodziny Twojego dziecka. Słyszysz płacz malucha, ale go nie widzisz. I nie zobaczysz go jeszcze jakiś czas. Na Polnej nie dostaje się dziecka do kangurowania po cięciu. Maluch wędruje do pokoju obok – tam już proszą męża. Mój mąż widział więc pierwszy nasze dziecko. Noworodek jest ważony, mierzony, ubierany, wykonuje się przy nim wszystkie niezbędne zabiegi. Od momentu cięcia do narodzin dziecka mija może ok. 15 minut. Natomiast teraz zaczyna się proces szycia i trwać on będzie ok. godzinę.

Po skończonym zabiegu jesteś przewożona na salę pozabiegową (nie jest to sala poporodowa). Tutaj będą się Tobą opiekować położne, ponieważ Ty nie możesz jeszcze chodzić. I pić też nadal nie możesz. Będą sprawdzać, czy macica się obkurcza, będą wykonywać niezbędne zabiegi higieniczne, podadzą leki przeciwbólowe, bo znieczulenie przestaje powoli działać i zaczniesz odczuwać ból, mocny ból. Na tej sali może (a nawet powinien!) być obecny partner. Teraz bowiem nastąpi najważniejsza chwila w całym tym zawirowaniu: spotkanie z dzieckiem. Położne przywiozą malucha, pokażą, jak przystawić do piersi i pobiegną dalej, nieść pomoc kolejnym istnieniom.

Na salę poporodową zostałam przewieziona 12h później. Pewnie dlatego, że była już głucha noc i nikt nie chciał budzić maluchów roszadami. W sali poporodowej nastąpiła pionizacja. Tak, boli. Trudno jest znaleźć odpowiednią pozycję do chodzenia, karmienia, blizna „ciągnie”, a trzeba zająć się dzieckiem. Ale im szybciej wstaniesz, tym szybciej zaczniesz oswajać się z bólem. Z czasem stał się on mniej odczuwalny.

Do domu zostałyśmy wypisane w 3 dobie po CC. A kilka dni później położna na wizycie patronażowej zdjęła mi szwy. Dziś blizna jest małą, cieniutką, poziomą kreską i wcale mi nie przeszkadza. Mam ją, tak jak mam piegi na twarzy. Zawsze będzie wiązać się z początkami mojego macierzyństwa i będąc sama w sobie nieperfekcyjna, stała się właśnie przez to perfekcyjnie piękna. To trochę tak jak z kiczowatymi pamiątkami z wakacji. Mimo że wszystkie są made in China, kupujemy je, bo wiążą się z jakimś miłym wspomnieniem, przywołują być może coś ważnego, pięknego. To wspomnienie nadaje zupełnie inny wymiar tej pamiątce. Tak samo jest z moją blizną  nie po zwykłej tam operacji, a po narodzinach mojej córeczki.

A jak było u Ciebie?

 

  • Anna Białogrzywa-Struś

    Ja pierwszego syna też przez CC na Polnej, było dokładnie jak napisałaś. Moim zdaniem rewelacyjne jest to że potem po puonizacji nie zabierają malucha, tylko musisz się sama nim zajmować – nikt za Ciebie w domu tego non stop nie będzie robił. Drugi poród parę dni temu był natiralny, również na Polnej. Nikt mnie nie namawiał na kolejne CC, gratulowali mi decyzji o naturalnym (od momentu trafienia na porodówkę, poród trwał 2h). Nie zamieniłabym szpitala na inny, położne były rewelacyjne.

    • http://aktywne-mamy.pl Aktywne Mamy

      Wooow! Gratuluję drugiego porodu siłami natury po pierwszym cc! Ja też nigdy nie zamieniłabym szpitala na inny. I zgadzam się z Tobą, że najlepiej jest gdy mama od razu zajmuje się swoim dzieckiem. To pomaga też rozkręcić laktację.

  • SportGirl90

    U mnie było trochę inaczej. Co prawda wywolywali mi poród 3 dni i 4 dnia gdy byłam już na porodówce Córka miała wczesne deceleracj więc CC było natychmiastowe… mnie pokazano Córkę po wyjęciu i dano mi ją pocałować i poczuć po wszystkich zabiegach. To byl najpiękniejszy moment w życiu (nawet teraz sie wzruszyłam…)
    Na początku nie chciałam rodzic na Polnej ale całkowicie zmieniłam zdanie. Opieka pierwszą klasa. Choć jest tam duuuuuuzo pacjentek nie traktują Cię jak numerek. Mnie nawet zatrzymano 2 dni dłużej bo miałam trochę zaczerwienioną ranę i podali dodatkowy antybiotyk.

    • http://aktywne-mamy.pl Aktywne Mamy

      Ja też najlepiej wspominam moment, gdy po raz pierwszy zobaczyłam dziecko. Płakałam jak bóbr. :DPolna jest bardzo dobrym szpitalem. Bardzo miło wspominam tam pobyt, jeśli pobyt w szpitalu można w ogóle dobrze wspominać. 😀

  • Gosia Marciniak

    U mnie cięcie łącznie z szyciem trwało 33 minuty tak więc króciutko, znieczulenie w kręgosłup kompletnie bezbolesne. Również znałam lekarza , który wykonywał mi CC i miałam do niego ogromne zaufanie. Bardzo żałuję, że nie można kangurować malucha. Po zważeniu i zmierzeniu przybliżyli mi synka do polika i tak przez minutę tuliliśmy sie twarzą w twarz,chociaż tyle,natychmiast przestał płakać! t było niesamowite. Po zabraniu go znowu zaczął. Jednak kontakt skin to skin bezpośrednio po narodzinach jest niesamowicie ważny. Atmosfera na bloku rewelacyjna, pod czujnym okiem anestezjologa. Położne niezwodne i bardzo pomocne, zarówno gdy dziecko płakało lub gdy trzeba było poraz pierwszy ubrać. Z racji tego że po CC ciężko wstać, synkiem zajmował się mój mąż i jego również położne instruowały nawet jak zmienić pieluchę a trzeba przyznać że nie mają chwili aby usiąść. Byłam bardzo zadowolona z opieki,atmsofery i pomocy.