Czy grzeczne dzieci mają łatwiej?

boy-447701_1280

Wychowanie to temat rzeka, wszyscy wiemy, że nie ma recepty na „grzeczne dziecko”, a sprawdzone metody naszych przyjaciółek nie raz zawodzą. Jedni dają dzieciom tak zwany luz inni narzucają sztywne zasady postępowania, ustalają granice, jeszcze inni stawiają na wychowanie „bezstresowe” w myśl idei bliskości i zrozumienia. Jedno zaś jest wspólne dla wszystkich nas – rodziców: chcemy jak najlepiej dla swoich dzieci.

Stawiamy więc potrzeby pociech na pierwszym miejscu, nie raz zapominając o sobie, brniemy w tym kierunku, chcąc, by nasze dziecko było szczęśliwe, ale nie tylko…  Często oczekujemy, że maluch odwdzięczy się nam miłością i posłuszeństwem.

Pierwszy rok życia dziecka to czas niezapomniany, ale również trudny dla każdej mamy. Nieprzespane noce, długie spacery, przewijanie, karmienie, raczkowanie, wreszcie nauka chodzenia – trzeba być zawsze i wszędzie, a o odpoczynku nie ma mowy. Jednak, kiedy weźmiemy na ręce małą istotkę, która wpatruje się w nas z ufnością, czując się najbezpieczniej na świecie, wiemy, że to ma sens i zrobimy dla niej WSZYSTKO:)

Schody zaczynają się później, gdy trzeba wytłumaczyć dziecku, dlaczego nie wolno uciekać na ulicę, skakać ze schodów, bić siostry, ale to wciąż wydaje się proste. Potem przychodzą trudniejsze okresy, pierwszy –  znany jako „bunt dwulatka”, kiedy nagle okazuje się, że nasze słodkie maleństwo na wszystko odpowiada „nie” i żadne tłumaczenia nie pomagają, a nasza cierpliwość zaczyna szwankować. Z każdym rokiem maluch staje się coraz bardziej samodzielny, ale również, coraz pewniejszy swojego zdania, swoich możliwości, a my-rodzice przestajemy być ekspertami od wszystkiego, przegrywając z panią przedszkolanką czy kolegą z podwórka.

Staramy się więc kształtować swoje dziecko, na takie, jakie, według nas, powinno być.  Uczymy, jak zachować się w towarzystwie, odpowiadać dorosłym, jak zachować się w sklepie, na ulicy. Najczęściej powtarzamy zasady, które panowały w naszych rodzinnych domach. Nie raz sprzeczamy się z mężem, mamą czy teściową, którzy mają inne wizje wychowawcze. Zwykle jednak wszyscy zmierzamy w jednym kierunku, by nasze dzieci były „grzeczne”.

Grzeczne czyli jakie? Grzeczne rozumiemy przede wszystkim jako posłuszne, czyli zgadzające się z dorosłymi i wykonujące ich polecenia. Irytuje nas krzyk, tupanie i trzaskanie drzwiami. „Nie biegaj bo zrobisz sobie krzywdę”, „przestań krzyczeć”, „uważaj na schodach”, „przeproś brata”, „uspokój się”,  „posprzątaj pokój”, „usiądź prosto”, „idź do swojego pokoju”, „zjedz zupę do końca”, „wyłącz telewizor” itp. Bezustannie wydajemy polecenia,czasem dajemy kary, wypraszamy do drugiego pokoju, bywa, że się kłócimy, z bezsilności sami krzyczymy, czego potem żałujemy, ciągle uczymy się na błędach…. Ech.. wychowanie to ciężki kawałek chleba…

Zastanówmy się jednak, czy rzeczywiście chcemy, by nasze dziecko zawsze było posłuszne, czy nie warto czasami odpuścić… Czy jeśli będzie cicho siedziało w poczekalni, zawsze szło za rączkę na ulicy, nie brudziło się na dworze, grzecznie odpowiadało na pytania dorosłych i zgadzało się z ich poleceniami to, czy wyroście na samodzielnego, pewnego siebie człowieka? Spróbujmy wyobrazić sobie nasze ” dobrze ułożone”, zawsze posłuszne i zgadzające się we wszystkim z dorosłymi dziecko za dwadzieścia lat, jako studenta, partnera, rodzica, pracownika i zastanówmy się, czy w zderzeniu z rzeczywistością będzie mu łatwiej?

Dziecko buntując się, wyraża  swoje emocje (nie raz w sposób trudny do zaakceptowania), ale też, wyraża swoją odrębność, pokazuje, że ma inne zdanie. Karanie dziecka za krzyk, płacz, złość, a więc karanie za uczucia często przynosi odwrotny skutek, często blokuje wyrażanie emocji. A przecież zależy nam, by dzieci były otwarte, umiały wyrażać swoje potrzeby, zaznaczać swoją osobowość. Wszak niedługo pójdą w świat, do szkoły, na studia, do pracy, a wtedy własne zdanie i pewność siebie przydadzą mu się najbardziej.

Choć nie raz zachowanie naszych dzieci wprawia w zakłopotanie, czasem irytuje, wywołuje złość, warto zdać sobie sprawę z tego, że każde tupniecie nóżką, nieprzemyślany wybryk naszej pociechy to ważny element rozwoju i to od nas zależy, czy dziecko nauczy się panować nad emocjami,  jak wykorzysta swoje błędy, czy wyciągnie wnioski. Łatwo napisać, trudniej wcielić w życie 😉

Z perspektywy posiadania drugiego dziecka wiem jednak, że idealny model wychowawczy nie istnieje, a luz i elastyczność bardzo się przydają. Warto czasem odpuścić, ale też starać się zrozumieć własne dzieci (co często nie jest rzeczą łatwą). Nie muszą być takie, jak nasze wyobrażenia o dzieciach idealnych. Nie muszą zasypiać same w pokoju, cicho zachowywać się przy stole, być na każde zawołanie rodziców, chodzić spać po dobranocce… Niech sobie czasem pokrzyczą, wypłaczą się, gdy tego potrzebują, pohałasują w supermarkecie (choć spojrzenia przechodniów mówią same za siebie ;)) niech się brudzą i  śmieją, nawet gdy nie wypada, niech mówią to, co myślą i bawią się póki mogą 😀