Czy Polska to kraj dla matek z dziećmi?

góry z dzieckiem

Bardzo obawialiśmy się wakacji z naszą córką. Obawialiśmy się do tego stopnia, że wyjazd przekładaliśmy kilka razy. Pierwszym razem, miała 5 miesięcy, był ładny wrzesień, więc na spontanie mąż zarezerwował wypad w góry. Ale dopadł nas jakiś skok rozwojowy (uwielbiam wszystko zwalać na skoki), non stop marudzenie, pogoda się popsuła – przełożyliśmy. Gdy znowu przyszło do wyjazdu, okazało się, że trzeba już zmienić fotelik, a w nowym foteliku – nowe problemy. A bo matka wymyśliła sobie, że nadal Zosia będzie jeździć tyłem, a przecież tyle ciekawego wokół: płacz, krzyk, histeria. „No nie ma opcji, żebyśmy jechali 6 godzin”. Przełożyliśmy. Aż sytuacja się uspokoiła. Panie w recepcji hotelu z wyrozumiałością przebukowały nam po raz kolejny termin przyjazdu. Aż pewnego czerwcowego weekendu pojechaliśmy. Do Zakopanego. Bo góry kochamy z mężem miłością nieskończoną. I co prawda na szczyty nie da rady wejść, ale doliny, spacery są nasze.

Tatry z wózkiemTrzeba jeszcze tu zaznaczyć, że nasza Zosia najłatwiejszym dzieckiem nie jest. Nie chodzi spać, kiedy trzeba, je wtedy kiedy chce i najczęściej wiąże się to z wieloma problemami. Spodziewaliśmy się więc, że czeka nas nie tyle urlop, co swego rodzaju sprawdzian. Choć po czasie uświadomiłam sobie, że tak naprawdę nie testuję ani Zosi, bo dziecko jest dzieckiem i po dziecięcemu ma prawo się zachowywać, ani nas, bo my rodzice jesteśmy do dużych hardkorów przyzwyczajeni już, ale ludzi obecnych na naszej drodze, niejako przypadkiem

Pierwszy test: Jedzenie

Śniadania jedliśmy w hotelowej restauracji. Nie dość, że były bardzo urozmaicone, to jeszcze zdrowe. Bez problemu znalazłam wiele rzeczy, które mogłam podać Zosi: ciemnoziarniste pieczywo, twarożki, warzywa, owoce, dżemy. W sali znalazły się też krzesła dla dzieci made by IKEA.

Zosia przy jedzeniu jest bardzo marudna, ale spotykało się to z wielką uprzejmością ze strony innych gości hotelowych. Uśmiechali się do nas, zagadywali Zosię, Zosia ich zaczepiała, zagadywała. Każdy jej uśmiech spotykał się z podobną reakcją. Jej płacz nie wywoływał irytacji, bo jak to: „na wakacje przyjechali a tu bachor rozwrzeszczany nad uchem się drze”. No ale to można usprawiedliwić. W końcu wybrali hotel przyjazny dzieciom, więc mają to, na co się pisali.

W restauracjach na mieście było jednak podobnie. Inni goście do marudy naszej zagadywali, próbowali rozweselić i tłumaczyć (haha, naiwni!), że jeść trzeba. A Zosia odpowiadała tylko: „niaaaaa”

Dieta dziecka

Drugi test: Na szlakach

Turyści pozdrawiali nas, pytali jak maluch znosi wycieczkę, gdy była jakaś większa kamykowa ścieżka, mówili, że dalej to spoko już, ten odcinek tylko przez chwilę i że damy radę. To mnie mega zaskoczyło, bo raczej spodziewałam się tekstów w stylu „po co dzieciaka na takie drogi ciągną”.

Trzeci test: KP

Absolutnie nikogo nie szokował widok roczniaka przy cycku, a przynajmniej nie szokował na tyle, by zwrócić mi uwagę. Choć karmiłam dziecko dyskretnie, nie przysłaniając widoków Giewontu nabrzmiałymi piersiami, to liczyłam na jakieś uwagi wymamrotane pod nosem. A tu nic…. cisza. Zero komentarzy. A przecież mijali nas na szlaku różni ludzie. Różne poglądy, różne zdania.

I tak się zastanawiam, czy obraz matki piętnowanej z powodu macierzyństwa właśnie i tego, co się z nim wiąże nie jest kreowany w mediach, w internecie. Być może te wszystkie złe rzeczy, których się spodziewałam dzieją się incydentalnie, ale dlatego właśnie są nagłaśniane? Być może blogerki parentingowe, chcąc zapewnić sobie popularność artykułu piszą, jak to źle są traktowane. No bo kto czyta news w stylu: poszłam z dzieckiem do restauracji i zostałam dobrze potraktowana? Albo: karmiłam piersią w miejscu publicznym i ludzie mieli to zupełnie gdzieś. No?! Kaman! Przecież lepiej napisać, że zostałam wyśmiana, skrytykowana, wygoniono nas z miejsca publicznego, a ja przecież wychowuję kolejnego obywatela, podatnika.

zabawa z dzieckiemOczywiście, żeby była jasność: jeśli takie rzeczy się zdarzają, to trzeba je negować, nie zgadzać się na to, mówić o tym głośno. Tylko mam wrażenie, że zdecydowanie mniej uwagi poświęca się zwyczajnej ludzkiej życzliwości, której naprawdę sporo wokół, a więcej gównoburzom. Bo na ile wyjść do w miejsca publiczne matkę z dzieckiem spotyka coś niestosownego? Mnie przez cały ores macierzyństwa nie spotkało ani razu. Dlatego uważam, że – wbrew mitom porośniętych już jak te górskie skały mchem – Polacy to przyjaźni ludzie, życzliwi matkom z dzieckiem, a że komuś czasem zdarzy się jakiś oszołom na drodze… cóż… i dla takich jest miejsce na tym ziemskim padole, ale ja chcę uczyć moje dziecko, że świat to miejsce, gdzie – wychodząc z domu – spotkasz uśmiech i życzliwość a nie nadąsaną minę i burę. Bo tym samym moje dziecko odpłaci, kiedy jako dorosłe będzie wychodzić z domu.

 

 

  • Rejczel

    Dokładnie! Brawo dla tej pani!

  • Patrycja

    Aniu, czy mogłabyś się podzielić adresem hotelu gdzie nocowaliście z małą??

    • http://aktywne-mamy.pl Aktywne Mamy

      Hotel Helan, Stara Pardałówka, Zakopane. :)