Jak przeżyłam I trymestr ciąży

Test ciążowy

Stało się! Na teście zobaczyłam dwie kreseczki. Test – wbrew wytycznym na ulotce – zrobiłam wieczorem. Bardzo męczyła mnie ciekawość. Ta druga kreska była bardzo blada, raczej cień cienia, a nie coś, co wskazuje, że moje życie radykalnie się zmieni. A zmieniło się bardzo  i to szybciej niż mogłoby mi się zdawać.

Wraz z kolejnym dniem, tak jak na filmach amerykańskich, pojawiły się nudności. Nie mogłam jeść, bo wszystko mi śmierdziało. Odpadła więc natychmiast jajecznica i jajka, wędliny oraz mięso. Kurczaka nie tykam po dziś dzień. Nadal śmierdzi. 😀 Pomidory wywoływały zgagę. Doszło do tego, że jadłam wyłącznie rosół oraz pierogi – nie, nie takie normalne nie podchodziły również. Mąż przygotował dla mnie pierogi z mąki gryczanej i farszem z soczewicy. Były, o dziwo, pyszne! W mojej diecie do zaakceptowania były też soki owocowe i warzywne oraz przekąski zbożowe. Dużo piłam: wody i zielonej herbaty. Jakoś przetrwałam, choć w pierwszym trymestrze nie przytyłam nawet grama.

Moje ulubione perfumy okazały się obrzydliwymi. Przeszkadzał mi również zapach szamponów, pasty do zębów, kremów. Spróbowałam więc przestawić się na kosmetyki o naturalnym składzie, bez chemicznych dodatków zapachowych – zadziałało, a co więcej zauważyłam poprawę kondycji włosów i skóry.

Zmęczenie również nie pozwalało o sobie zapomnieć. Praca przez 8 godzin dziennie dawała się coraz bardziej we znaki. Zasypiałam w aucie w drodze powrotnej do domu na siedzeniu pasażera. Spałam już na Wiadomościach, potem przerwa na wieczorną toaletę i o 21 żegnałam świat żywych. 😀

wczesna ciąża

Bóle głowy stały się moją codziennością. Były silne, potrafiły trzymać cały dzień, prowokowały wymioty, omdlenia. Nie chciałam w I trymestrze przyjmować żadnych leków, więc ta dolegliwość była dla mnie najgorsza. Pomagało dopiero wieczorne wyciszenie. Przygaszone światło, zimne okłady na czoło. I mąż. Mąż siedział sobie obok mnie i czytał mi na głos: a to książkę, a to gazetę. Wsłuchiwałam się w jego monotonny, niski głos, zamyślałam w opowiadanej historii i zasypiałam. Taka bajka na dobranoc.

Lęk. Nieustanny. Z nim walczę do tej pory, chyba jak każda kobieta. Byle do pierwszej wizyty u lekarza, byle usłyszeć bijące serce, byle biło na kolejnej wizycie, byle do 12 tygodnia, byle do badania prenatalnego. I tak odliczałam dzień za dniem. Nie napiszę tu nic odkrywczego, poza tym, że w takich chwilach dobry ginekolog to skarb. Mój lekarz odpowiadał na każde pytanie, nawet te zadawane wieczorem przez smsa. Na wizytach mówił mi dużo o tym, że ciąża dobrze rokuje, że wszystko jest ok. Że nie ma problemów. Zlecił szereg badań. Teraz jestem spokojniejsza, większość ciążowych objawów ustąpiła. Drugi trymestrze, trwaj!