Jestem cyfrowym rodzicem

child-1073638_1280

Coraz częściej z niepokojem obserwuję moją niespełna dwuletnią córkę, która, gdy tylko ujrzy w pobliżu smartfon, natychmiast chwyta go w swoje małe rączki, traktując jak najlepszą zabawkę na świecie. Zadziwia mnie, jak szybko potrafi odblokować każdy telefon (mamy, taty, babci, cioci…), wie, jak wejść do galerii zdjęć, obejrzeć film, czy nawet włączyć ulubioną piosenkę na YouTube. Przeraża mnie to!

Choć sama korzystam z cyfrowych sprzętów, nie chcę, by córka miała z nimi częsty kontakt. Komórkę odkładam tak, by nie była w zasięgu wzroku dziecka, krzyczę na dziadków, by nie dawali małej do zabawy smartfona. Staram się nie oglądać TV przy córce, dopiero wieczorem włączam telewizor. Z niepokojem przyglądam się rodzicom, którzy dają dzieciom do wózka tablet, by spokojnie zrobić zakupy, czy wypić kawę.

Kiedyś moja strasza córka bawiła się u koleżanki. Byłam pewna, że, bawią się jak zwykle lalkami, czy Lego. Gdy odbierałam ją i weszłam do pokoju okazało się, że najmłodsza dziewczynka (4 letnia) gra w grę na smartfonie, jej starsza siostra ogląda bajkę w TV, a moja córka (7 lat) korzysta z laptopa. Załamałam się. Nie podobało mi się, że dziewczynki miały w pokoju powieszony telewizor, że mama dawała im do zabawy komputer bez nadzoru, ale to nie moje dzieci, nie mi więc to oceniać.

Dlaczego moje córki tak chętnie spędzają czas przy cyfrowych urządzeniach? Bo jest to nasz świat, nasza codzienność, coś, czego nie unikniemy. Jeżeli wszyscy w rodzinie używają smartofonów, nie dziwmy się, że dziecko też chce sprawdzić, jak to działa, a gdy odkryje jego możliwości, które dla dorosłych są również bardzo atrakcyjne, dziecko też będzie chciało zadzwonić, poklikać, a gdy zobaczy zdjęcia znanych twarzy, zainteresuje się jeszcze bardziej.

Wszyscy wiemy, że maluch najlepiej rozwija się poprzez stały kontakt z dorosłymi, uczy się przez obserwację, dlatego nic nie zastąpi codziennych rozmów, spacerów, wspólnej zabawy, czytania. Rodzice często zastanawiają się, kiedy pozwolić dziecku obejrzeć pierwszą bajkę, a gdy dzieci są starsze, jak ograniczyć kontakt z mediami i nauczyć świadomie z nich korzystać. Niektórzy dają dzieciom zupełny „luz”, pozwalając do woli oglądać bajki, kupują dziecku tablet (czego nie rzadko żałują). Inni, wsłuchują się w kampanie o „tabletowych dzieciach” i od początku nastawi są na wychowanie z dala od cyfryzacji. Czy istnieje złoty środek, wszak nie da się uniknąć postępu technologicznego, chroniąc dzieci przed światem?

Kilka dni temu otrzymałam książkę, która, jak się okazuje, świetnie wpisuje się w moje aktualne  wychowawcze rozterki –  Cyfrowi rodzice Yaldy  T. Uhis. Dzień wcześniej czytałam artykuł w sieci, który ostrzegał rodziców przed wpływem mediów na rozwój maluchów. Zaburzenia snu, spowolniony rozwój mowy i tak dalej i tak dalej… Strach się bać! Moje córki wcześniej niż przed ukończeniem drugiego roku życia zetknęły się z telewizją, a jednak rozwijają się książkowo. Warto więc wiedzieć więcej! A książka Cyfrowi rodzice pomaga zrozumieć świat „dzieci w sieci”, bo nasze pociechy dorastają w zupełnie innym świecie niż my, warto więc być czujnym, ale nie przeczulonym, wiedzieć, jak postępować, gdy dziecko szybciej nauczy się obsługiwać tablet niż zawiązywać buty 😉

Autorka książki to psycholog dziecięcy, ale przede wszystkim mama, która swoje przykłady popiera przykładami z życia  swoich dzieci. W przystępny sposób przybliża świat nowych mediów w kontekście wychowania. Nie straszy, nie usprawiedliwia, pomaga zrozumieć świat „dzieci w sieci”. Wszyscy dziś jesteśmy cyfrowymi rodzicami, czy tego chcemy czy nie.

Więcej o książce Cyfrowi rodzice:

Dzieci w sieci, czyli jak być czujnym, a nie przeczulonym
CYFROWI RODZICEBezpieczeństwo dziecka w Internecie to niezwykle istotny, ale też delikatny temat dla odpowiedzialnego rodzica. Współcześnie czas dzieciństwa diametralnie różni się od okresu młodości rodziców e-dzieci: Internet, smartfony, tablety, Facebook, Snapchat, Twitter, Instagram, gry komputerowe w trybie rzeczywistym.
Obecny postęp technologiczny to z jednej strony ułatwienie życia i kopalnia wiedzy dla najmłodszych, lecz z drugiej – pułapki, które mogą czyhać w wirtualnym świecie. Dla opiekuńczego rodzica często te wszystkie internetowe mody mogą wydawać się czymś niepojętym, jak i niebezpiecznym dla ich pociech. Najlepszym wyjściem z sytuacji jest poznanie wirtualnej rzeczywistości swojego dziecka oraz znalezienie złotego środka pomiędzy całkowitym zakazem a nieograniczonym dostępem do Internetu i nowych technologii.
W trosce o właściwe i zdroworozsądkowe podejście do tematu, amerykańska ekspertka ds. mediów, a prywatnie matka dwójki nastolatków Yalda T. Uhls, stworzyła przewodnik umożliwiający rodzicom odnalezienie się w internetowym labiryncie. „Cyfrowi rodzice” to książka popularnonaukowa i poradnik w jednym.
Autorka rozbiera na czynniki pierwsze świat nowych mediów, ale w bardzo konkretnym kontekście: wychowania dzieci i młodzieży. Zauważa bowiem, że współcześni rodzice są pokoleniem przecierającym szlak na nieznanym obszarze, w którym wpływ nowoczesnych technologii na młodociane ciała i umysły nie jest jeszcze w pełni zbadany i ujawni się dopiero za kilkadziesiąt lat.
Punktem wyjścia dla analiz i porad formułowanych przez Yaldę T. Uhls są zasady działania mózgu oraz wpływ ekranu na naszą percepcję i rozwój umysłowy dzieci. Autorka porusza kolejno tematy Internetu, mediów społecznościowych i obyczajów internetowych, roli nowych mediów w edukacji oraz gier komputerowych.
Książka jest wyważonym i świetnie napisanym poradnikiem dla współczesnych rodziców. Nazywa i systematyzuje to, co czujemy intuicyjnie (i co czasem spędza sen z powiek), oddzielając fakty od przesądów. Autorka nie pozostawia wątpliwości co do tego, że po raz pierwszy w dziejach stoimy wobec zmian bardzo zasadniczych, przemieniających człowieka na poziomie społecznym oraz biologicznym, ale nie demonizuje nowej rzeczywistości. Zamiast tego informuje, co w nowych mediach stanowi zagrożenie i jak chronić przed nim dzieci.
Yalda T. Uhls w oparciu o badania naukowe, których wyniki opisuje bardzo przystępnie i rzeczowo, przedstawia rodzicom proste i gotowe do wykorzystania porady. Anegdotyczny styl, niestroniący od osobistych przykładów i wyznań, nawiązań do popkultury i cytatów, decyduje o tym, że autorka zdobywa najpierw uwagę, a zaraz potem zaufanie czytelników.
Ekspertka wyjaśnia fenomen mediów społecznościowych, stworzonych na bazie ludzkich potrzeb i dla ludzi. Sugestie, jak z nich korzystać, są potrzebnym dziś kodeksem internetowej „higieny”, która nie doczekała się dotąd solidnych opracowań. Dynamiczny świat nowych aplikacji i internetowych mód, m.in. Facebook, Twitter, Snapchat, Instagram jest trudny do ogarnięcia dla większości dorosłych, dlatego autorka opracowała wskazówki, jak w nim nawigować, będąc jednocześnie aktywnym i czujnym rodzicem.
  • http://www.blogowypamietnik.pl/ Blogowy pamiętnik

    Książka jest świetna !!! U mnie też jej recenzja. Dała mi dużo do myślenia ale też trochę uspokoiła.Pozdrawiam i zapraszam do siebie.

  • Magda Wu

    Ja dopiero dowiedziałam się, że zostanę mamą a już się obawiam. Z jednej strony najchętniej ograniczyłabym wszystkie cyfrowe rozrywki do minimum z minimum, z drugiej strony boję się, że przez to dziecko zacznie odbiegać od rówieśników. Dobrze, że mam jeszcze troszkę czasu 😉

    • http://aktywne-mamy.pl Aktywne Mamy

      Madzia, przede wszystkim gratuluję wspaniałej nowiny. :) Z jednej strony czasu trochę jest, a z drugiej zleci on nie wiadomo kiedy. I ja wychodzę z założenia, że im szybciej wyrobimy sobie pogląd na konkretne zjawisko, tym będzie nam łatwiej je wdrożyć, a przy okazji będzie czas na weryfikowanie stanowiska i poddanie go „próbie czasu”.