Karmienie piersią jest fajne!

baby-428395_1920

W czerwcu mijają dwa lata mojej (drugiej) przygody z karmieniem, na facebooku akcja „karmiące cyce na ulice” zyskuje coraz większy rozgłos, przyszedł czas na  refleksję;)

Zastanawiam się,  dlaczego kobiety w ogóle organizują takie akcje, dlaczego  tłumaczą się z tego, że karmią, gdzie karmią i jak długo karmią. Karmienie piersią jest przecież jedną z najbardziej naturalnych czynności związanych z macierzyństwem.

Kiedy zaczęłam karmić młodszą córkę zakładałam, że będzie to trwało rok. Bałam się, że po roku odstawienie będzie trudne, ale po kilku miesiącach zmieniłam zdanie. O zaletach karmienia piersią nie musze wspominać, wszyscy wiedzą, że mleko matki jest najlepsze dla dziecka. Chodziło o coś zupełnie innego. Pomyślałam:  – po co  przechodzić na mleko modyfikowane, kiedy mam własny (najlepszy) pokarm, a dziecko przy piersi czuje się bezpieczne i szczęśliwe. Po co kupować mieszanki, wyparzać, mieszać, podgrzewać, skoro dużo szybciej i łatwiej jest nakarmić naturalnie? Alergie nas nie dotyczą, nie musiałam wracać do pracy, dlatego decyzja była prosta.

Nie czuję, żeby karmienie w jakikolwiek sposób mnie ograniczało, karmię rzadko, głownie przed snem dziecka, zatem wieczory mam wolne, mogę wyjść też na cały dzień bo dwulatek (a nawet roczne dziecko) przyjmuje wszystkie stałe pokarmy. Nie znam nieprzespanych nocy, obydwie córki spały ze mną (młodsza jeszcze wędruje w nocy do naszego łóżka), wysypiamy się, rzadko chorujemy.

A jednak wszyscy dziwią się, że „tak duże dziecko jest jeszcze na piersi”… Jestem postrzegana jako matka, która rozpieszcza, nie potrafi „odciąć pępowiny”, postawić granic. Dziwią się koleżanki, dziwi się rodzina, dziwią się lekarze. A przecież WHO zaleca wyłączne karmienie piersią przez 6 pierwszych miesięcy życia, następnie rozszerzanie diety o inne pokarmy i kontynuowanie karmienia do ukończenia przez dziecko dwóch lat lub dłużej.

Starszą córkę karmiłam ponad dwa lata, odstawiłam, kiedy była na tyle duża, że potrafiła sama z tego zrezygnować, bez płaczu, bez bólu, to się stało samo. I wydaje mi się, że jest to najbardziej naturalny proces, kiedy dziecko pewnego dnia przestaje prosić o „cyca”, a mama nie musi odmawiać, tłumaczyć, czy wyjeżdżać. Mam nadzieję, że w przypadku młodszej córki będzie podobnie 😛

Uważam, że, choć karmienie wydaje się proste i naturalne, za dużo wokół niego mitów i  sprzecznych informacji. Z jednej strony wszędzie głośno, że jest najlepsze dla mamy i dziecka, a jednak w szpitalach brakuje pomocnego personelu, dzieci są często sztucznie dokarmiane, co często zakłóca laktację. Nie raz słyszymy, że ktoś nie ma pokarmu, że maluch ma kolki, co często staje się przyczyną zakończenia naturalnego karmienia. Brakuje wiedzy i wsparcia, pomocy położnej środowiskowej, rady lekarza rodzinnego. Nie trudno przejść na gotowe mieszanki, gorzej zaś potem wrócić do karmienia naturalnego.

Dlatego w stu procentach popieram akcje karmienia w miejscach publicznych. Niech mamy pokażą się światu, niech karmienie stanie się modą, przestanie dziwić, szokować, niech będzie (nie tylko naszą) codziennością.