Karmienie piersią – historia, która wydarzyła się naprawdę

karmienie piersią

Kiedy jesteś w ciąży, zwłaszcza po raz pierwszy, uaktywnia Ci się ten chochlik w głowie potocznie zwany syndromem wicia gniazda. I biegasz jak szalona, z brzuchem wielkości piłki do koszykówki, w poszukiwaniu zasłonek do pokoju maluszka, które muszą koniecznie pasować z tym konkretnie odcieniem szarości, który znajduje się na nowiuśkim, wypranym już i wyprasowanym (dwustronnie, a jakże!) komplecie pościeli. Czytasz składy kosmetyków, bo kto inny jak nie przyszła matka (oraz chemicy i kosmetolodzy) wie, czym jest parafina w emolientach i po co do cholery te parabeny w płynie do kąpieli. Kupujesz śpioszki, bodziaki, kaftaniki w rozmiarze 56 (bo co jak będzie nieco większe), a także w rozmiarze 50 (no bo jednak po babci Steni może być też jednak nieco mniejsze, a z tym USG to i tak nigdy przecież nie wiadomo do końca). No i z torbą wypełnioną po brzegi, gniazdem uwitym i wypucowanym co do jednego okruszka, mielonymi dla męża w zamrażarce – w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku – idziesz rodzić.

noworodek

A ile czasu w całym tym ferworze poświęciłaś na poszerzenie swojej wiedzy o karmieniu piersią? Jeśli tyle, co ja, a więc nic, to witaj w klubie. Przecież to naturalne, matki karmią od zarania dziejów, nie ja pierwsza, nie ja ostatnia. A tymczasem:

od losów laktacji w pierwszych dniach i godzinach życia dziecka zależy przyszłość i powodzenie dalszego karmienia piersią.

Moja Zosia nie umiała przystawić się dobrze do piersi, co, oczywiście, raniło mnie do krwi. Ból, jaki przeżywałam, był bólem wbijającym w ścianę i takim bólem, który sprawiał, że automatycznie odsuwałam od siebie własne dziecko. A do tego wszyscy w kółko powtarzali magiczne zaklęcie: przystawiaj, przystawiaj, przystawiaj – to laktacja się rozkręci. Ale, jak mawiał klasyk: im bardziej miś zaglądał do słoika, tym bardziej miodku tam nie było. Coś tam się pojawiło, ale czy te parę kropel jest w stanie nakarmić moje dziecko? Teraz już wiem, że tak, ale wówczas nikt nie odpowiedział na moje pytanie, natomiast w zamian – bez mojej wiedzy i zgody położne podały gotową do spożycia buteleczkę mleka modyfikowanego, po której moje dziecko spało najedzone 5 godzin. Jak ma rozkręcić się laktacja, kiedy dziecko nie ssie? Kiedy mózg nie otrzymuje żadnego sygnału do produkcji mleka? Na oddziale były doradczynie laktacyjne, które wpadały, ściskały moje piersi niczym dojarka krowie wymiona i biegły do następnych pacjentek, zapewniając, że wszystko jest w porządku i że ból musi być. Takie są początki. Z niecierpliwością odliczałam dni do wyjścia ze szpitala. Po wyjściu – dzięki mojej położnej środowiskowej – otrzymałam kontakt do doradczyni laktacyjnej, która przyjechała do nas i w zaciszu domowych pieleszy pokazała, jak przystawić dziecko. Od tego momentu ból minął. Dowiedziałam się także, że:

  • karmienie piersią nie powinno boleć i ból zawsze jest oznaką nieprawidłowości
  • dziecko przez pierwsze 6 miesięcy powinno być karmione wyłącznie mlekiem mamy, gdyż kształtuje się w jego brzuszku flora bakteryjna. Podanie, nawet jednorazowe, mieszanki mleka sztucznego sprawi, że flora ta się zniszczy i będzie odbudowywana przez klika miesięcy
  • żadna położna nie ma prawa podać sztucznego mleka bez wiedzy matki i bez zalecenia lekarskiego
  • tylko 1 proc. kobiet rzeczywiście nie może wykarmić swojego dziecka
  • noworodek w pierwszych dobach swojego życia potrzebuje zaledwie kilku kropel mleka

karmienie piersiąMoje początki karmienia piersią nie należały do łatwych i pewnie poddałabym się, gdyby nie doradczyni laktacyjna, która odebrała telefon o 7 rano od zapłakanej matki (tak, tak – hormony buzują po porodzie). Zamiast dzień dobry powiedziałam: już nie mam siły, nie wiem, co robić, potrzebuję pomocy. A ona tak poprzestawiała swój grafik, że jeszcze tego samego dnia była u mnie. Dzięki jej pomocy karmiłam dziecię swoje 16 miesięcy.

Droga (przyszła) Mamo, jeśli więc jesteś w ciąży, kompletujesz wyprawkę i nie bardzo wiesz, o co w tym całym cyckowaniu chodzi, a tak jak ja naiwnie zakładasz, że jakoś to będzie, to odłóż płonne nadzieje i umów się na spotkanie z doradczynią laktacyjną. Niech spotka się z Tobą jeszcze przed porodem, niech Ci opowie o tym, jak wiele stereotypów o karmieniu piersią nie ma potwierdzenia w rzeczywistości, niech podkreśli i sto razy, że dieta matki karmiącej to mit, taki sam jak i hartowanie brodawek. I jeszcze ten, że mleko się samo kończy po 2-3 tygodniach. Niech przyjdzie do szpitala po porodzie, kiedy te wszystkie zabiegane matrony na oddziałach poporodowych nie będą miały dla Ciebie czasu, niech przystawi, niech uspokoi, niech powie, że jest ok. Zainwestuj w nią, bo to inwestycja w Twój spokój i zdrowie Twojego dziecka. A też i duża oszczędność, bo… policz, ile wydasz na mieszankę, jeśli nie rozkręcisz laktacji. 150 zł za konsultację przy tym to małe miki.

Listę certyfikowanych doradczyń laktacyjnych w swoim mieście znajdziesz tutaj.

  • Hela

    Hej, czy mogę prosić o namiary na twoją doradczynię? też jestem z Poznania i za chwilę rodzę. 😀

    • http://aktywne-mamy.pl Aktywne Mamy

      Hej, podaję kontakt do naszej p. Ewy. Poleciłam ją już kilku znajomym, wśród których nazywana jest „mleczną wróżką”. 😀 http://www.poradnialaktacyjna.pl