Moje nieodkładalne dziecko…

_MG_0481

Kiedy byłam w ciąży i przygotowywałam się do macierzyństwa, wydawało mi się, że to, czy dziecko będzie spokojne, czy będzie przesypiać noce i zasypiać samo z łóżeczku, zależy głównie ode mnie. Miałam w sobie dużo optymizmu, cierpliwości, nie denerwował mnie płacz dziecka i łudziłam się, że mała będzie ostoją spokoju… 😉

Po powrocie ze szpitala okazało się, że córeczka budzi się średnio co 15 minut, a gdy skończyła 3 tygodnie pokazała na co ją stać. 😉 Wszystkie moje wcześniejsze postanowienia legły w gruzach. Nie było mowy o samodzielnym zasypianiu, ani w łóżeczku, ani na spacerze, ani nawet w samochodzie. Taniec i aerobik przy usypianiu okazał się chlebem powszednim (co pozwoliło na szybką utratę kilogramów;)) Noszenie, bujanie, karmienie na żądanie (co godzinę lub częściej) nie miało końca. Luksusem stał się poranny prysznic, kawa (bezkofeinowa), czy spokojne zjedzenie obiadu.

Szybko zorientowałam się, że dziecka nie da się zaprogramować, każde jest inne – wyjątkowe i trzeba szanować jego potrzeby. Poddałam się! Pierwsze miesiące spędziłam na kanapie z małą przy piersi, w nocy oczywiście spałyśmy razem (uwielbiam i polecam:)) Na spacer wychodziłam po wcześniejszym uśpieniu malutkiej i odłożeniu śpiącej do wózka. W innym wypadku potrafiła godzinę płakać i krzyczeć na całe osiedle. Podróże samochodem nie należały do przyjemności. A wieczory… po bezustannych pobudkach postanowiliśmy zrezygnować z łóżeczka na rzecz mniejszej i bardziej przytulnej gondoli wózka, otulając małą w rożek.

Na szczęście ominęły nas kolki, ale ząbkowanie nadeszło wyjątkowo wcześnie (pierwszy ząb w trzecim miesiącu), a każdy nowy wiązał się z gorączką, pobudkami co 40 minut, w najlepszym wypadku co godzinę…

Cóż, wydawać mogłoby się, że pierwsze miesiące były koszmarem, który najchętniej wymazałabym z pamięci, jednak gdy wspominam ten czas wiem, że był trudny, ale nie mniej wspaniały i bardzo ważny, bo wiele nas nauczył. Szybko przyzwyczailiśmy się do naszej nieodkładanej pociechy, dzieliliśmy się obowiązkami, nauczyliśmy cierpliwości i spokoju, a tego dziecko bardzo potrzebuje. Nie znamy nieprzespanych nocy, bo córeczka ląduje u nas w łóżku około 3, co jest bardzo wygodne (zwłaszcza przy karmieniu piersią). Nie próbujemy jej „wychowywać”, nie zostawiamy samotnej w łóżeczku, by się „wypłakała” bo serce by nam pękło. Nosimy, tulimy, śpiewamy, usypiamy, rozpieszczamy. I choć wielu rodziców twierdzi, że w ten sposób dziecko nami manipuluje, wymusza, że się przyzwyczaja, wiemy, że, dając córce czas i zrozumienie, budujemy jej poczucie bezpieczeństwa, dziecko wie, że jesteśmy obok i może na nas liczyć.

Cieszymy się z tego czasu, gdy jest jeszcze mała, bo właśnie teraz najbardziej nas potrzebuje. Wiemy, że przyjedzie czas, gdy poczuje się pewnie we własnym pokoju, gdy przytuli misia i powie nam „dobranoc” :)

 

 

  • Alina

    O, dobrze znam ten ból nieodkładalnego dziecka. Myśle z perspektywy czasu, ze mojemu dziecku przeszkadzalo duzo bodzcow z zewnatrz (okazal sie wrazliwym bardzo chlopcem) halas, swiatlo. dlatego my po kilku miesiacach przestawilism dziecko do swojego lozka w swoim pokoju i troche pomoglo.

  • Kasia

    Dziękuję bardzo za ten artykuł :) Jestem mamą 3 tyg.Synka, który też jest nieodkladalnym bobasem :/ Wrzucam sobie co chwile, że to moja wina, że to ja robię coś źle, że przecież macierzyństwo powinno być tak piekne jak z reklam…Pi chwili uuświadamiam sobie, że to bzdur, że to moje dziecko jest idealne, że to on tak bardzo nas potrzebuje, że kocham go najbardziej na świecie, że on musi się tego dziwnego świata nauczyć a ja mam mu w tym pomóc, bo taka jest rola mamy – nauczyć żyć, nauczyć świata, dać poczucie miłości i bezpieczeństwa!!! Jest momentami ciężko, ale… To minie i będzie cudownie