Przedszkola nadszedł czas. Jak przetrwałyśmy trudne początki?

girl-996635_1920

Po długim wychowawczym nadszedł czas na rozstanie. Żadna z nas nie wyczekiwała tego momentu, bo uwielbiałyśmy być razem w domu, na spacerach, wycieczkach. Dla mnie 3 lata z dzieckiem, to świetny czas, którego nie oddałabym za nic i cieszę się, że mogłyśmy go spędzić razem.

Moja córka (w przeciwieństwie do swojej siostry)  nie jest duszą towarzystwa i od urodzenia nie lubiła rozstań,  spotkań z obcymi dziećmi, co zawsze mnie niepokoiło. Nigdy nie dałaby ręki obcej osobie, a nawet na rozmowę potrzebuje dużo czasu, by się oswoić. Lubi bawić się sama, a w domu się nie nudzi.

Bardzo chciałam jednak, by poznała inne dzieci i otworzyła się na nowe relacje, nowe doświadczenie, a przedszkole jest świetnym miejscem, w którym maluch rozpoczyna swoją pierwszą samodzielną przygodę i „naukę życia” :)

Z radością zawsze opowiadałam jej o tym wspaniałym miejscu, pełnym zabawek, z nowym placem zabaw, a nawet zimowym „małpim gajem”, w którym wesoło spędzi czas. Ale dla niej „wesoło” bez mamy, oznaczało inne „wesoło” niż dla mnie… Doskonale wiedziałam, ze córka potrzebuje czasu na oswojenie się z nową sytuacją.

Trudne początki – adaptacja

Tak, jak się spodziewałam, początki nie były łatwe. Choć pierwszy dzień przebiegł wyjątkowo pomyślnie i już miałam nadzieję, że niepotrzebnie się bałam, kolejne dni nie należały do wesołych.  Dzięki wsparciu troskliwych pań, które zapewniały, że trudny okres szybko minie, przetrwałyśmy pierwsze tygodnie. Nie obyło się bez płaczu (jak się potem okazało, córka płakała od momentu przyprowadzenia, do odebrania), na szczęście miałam możliwość, by odbierać ją wcześniej. Po jakimś czasie okazało się, że świetnie sprawdzają się poranki, kiedy razem z mężem odwoziliśmy córkę, udając, że się ścigamy 😉  Z każdym dniem wydłużaliśmy okres adaptacji. Córka zaczęła zostawać do obiadu, a  za każdy dzień bycia dzielnym przedszkolakiem otrzymywała małą nagrodę, co stanowiło dodatkową motywację. Było coraz lepiej!

Dzielny przedszkolak

Oczywiście nie obyło się bez infekcji i związanych z nimi przerw, które wykorzystywałyśmy na zebranie sił i naładowanie akumulatorów. Ale o dziwo, zawsze po przerwie związanej z chorobą, łatwiej było wracać. I tak z każdym dniem przedszkolny świat stawał się coraz bardziej oswojony, w domu słychać było, jak mała nuci nowe piosenki, opowiada wierszyki, bawi się, że jest panią 😀

Dziś wcale nie speszy się do domu, chce zostawać dłużej, bo wtedy dzieci przechodzą do innej sali, gdzie są  starsze koleżanki i nowe zabawki. Jest radosnym i dzielnym przedszkolakiem!

Jak przetrwać pierwsze tygodnie?

Po pierwsze: cierpliwość – nic nie dzieje się od razu, trzeba dać dziecku czas na oswojenie się z nową sytuacją.

Po drugie: wyrozumiałość – często słyszę w przedszkolu porównywanie maluchów do innych dzieci, które nie płaczą, ale to niczego nie zmienia – dzieci wcale nie przestają być smutne. Warto przytulić, pocieszyć, zrozumieć.

Po trzecie: konsekwencja – jeśli raz pozwolimy dziecku zostać w domu, na drugi dzień możemy spodziewać się, że poprosi nas o to samo, a przecież zależy nam, by chodziło do przedszkola.

Trzeba przetrwać pierwsze trudne chwile, by później było lepiej. Chodź czasem serce pęka, uwierzcie będzie lepiej! Nam się udało :)