Siedem rzeczy, których nauczyłam się, będąc w ciąży

macierzyństwo

Mówi się, że gdy kobieta zostaje matką, w jej psychice zachodzą spore zmiany. Zmienia się jej punkt widzenia na wiele spraw, zmieniają priorytety, niektóre rzeczy przestają być ważne, a inne wręcz przeciwnie — z zupełnie błahych stają się najważniejsze. Po co to wszystko? Wiadomo! Po to, by jak najlepiej przygotować się do nowej roli. By się w niej spełniać i mieć z tego cholerną satysfakcję. A potem, by wychować swoje dziecko na człowieka. Dobrego, ale też pewnego siebie, świadomego swojej wartości, asertywnego.

Dlatego uznałam, że czas dziewięciu miesięcy mojej ciąży będzie czasem skupienia. Skupienia się na sobie samej, wsłuchania się we własne potrzeby i zmiany tego, co niefajne na to, co daje mi radość.  Moja ciąża co prawda jeszcze trwa, ale śmiało mogę powiedzieć, że wykorzystałam ten etap swojego życia tak jak planowałam i na wiele rzeczy patrzę dziś inaczej. Co się zmieniło?

Po pierwsze: nabrałam pokory wobec świata

Zawsze wydawało mi się, że wszystko, co się dzieje, dzieje się tu i teraz. Zawsze przecież i wyłącznie z moim osobistym udziałem. Tymczasem okazuje się, że świat doskonale radzi sobie beze mnie. Rzeczy działy się przede mną, będą dziać się też po mnie. A zatem nic się nie stanie, jeśli natychmiast nie odbiorę telefonu, nie odpiszę na mail. Wiele spraw może poczekać do jutra. Poza tym, to właśnie ciąża uświadomiła mi, że w życiu nie można niczego zaplanować i być tego potem pewnym na sto procent. Dotychczas chciałam mieć na wszystko plan, a w razie jego niewypału… plan B. Teraz wiem, że życie zaskakuje i moja uporządkowana natura musi to zaakceptować.

Po drugie: o pomoc warto prosić

Tak się składa, że moja ciąża jest wysokiego ryzyka, wobec tego jestem uziemiona w domu i niemal odcięta od świata. Wszystko jest na głowie mojego męża, ale i on czasem nie daje rady, bo niby skąd ma wiedzieć biedak, że rajstopy mają nie tylko rozmiar, ale też numer, którym określa się grubość tkaniny?

Nauczyłam się prosić znajomych o pomoc. Dotychczas sądziłam, że ze wszystkim mogę dać sobie radę sama, ale życie tę tezę zweryfikowało.

Po trzecie: ludzie przychodzą i odchodzą

W relacjach międzyludzkich nie ma chyba czegoś takiego jak stałość. Nawet przysięga małżeńska zawiera zwrot: „dopóki śmierć nas nie rozłączy”. A więc jednak jakieś rozstanie, choćby tylko teoretycznie, wchodzi w grę nawet przy ołtarzu. Pewnego dnia zdałam sobie sprawę, że od kiedy urodzi się dziecko, nie będę miała czasu na życie towarzyskie. Dotarło do mnie, że na niektórych osobach bardzo mi zależy, na innych mniej. Dlatego jedne relacje sobie odpuściłam, a inne zaczęłam pielęgnować jeszcze bardziej. Niektórzy sami odsunęli się w cień, bo para dzieciata nie jest już tak atrakcyjną towarzysko jak wcześniej. Jeszcze umówisz się z taką na kawę i zaraz o kupkach zacznie gadać. :)

Po czwarte: praca nie jest najważniejsza

Ciąża dla wielu kobiet oznacza rozstanie się z obowiązkami zawodowymi. Dla niektórych na jakiś tylko czas, dla innych oznacza bezrobocie po macierzyńskim. Uznałam, że nie ma powodu, by bać się zmian. Wiem, ile potrafię, wiem, ile mogę z siebie dać. Przecież tam, gdzie jedne drzwi się zamykają, inne się otwierają. Natura nie znosi próżni. A ja mam ręce gotowe do pracy i głowę pełną pomysłów.

Po piąte: szanuj swój czas

Do tej pory miałam relatywnie dużo wolnego czasu. Zawsze na tle moich dzietnych znajomych wypadałam jak wolny ptak. Czas mnie nie gonił, obiad można było zjeść gdzieś na mieście, do domu wrócić później. Skoro mam na wszystko czas, to mogę zostać dłużej w pracy, przyjść do niej wcześniej, mogę czekać wieczność na spóźniającą się koleżankę. Nie chcę tego czasu poświęcać na rzeczy, które nie są mi do niczego potrzebne, frustrują mnie i nic w zamian nie dają. Na szczęście nauczyłam się doceniać chwile, które mam, czasem o nie zawalczyć, głośno powiedzieć: nie mam czasu…

Po szóste: nie daj się wykorzystywać

Znacie to na pewno. To uczucie, kiedy orientujecie się, że właśnie zostaliście zrobieni w balon, że ktoś wami zagrał. Ludzie chętnie nas wykorzystują, jeśli dajemy im na to przyzwolenie. Jeśli sprawiamy, że ich świat staje się odrobinę lepszym, nikt nie zauważa, że czasem dzieje się tak… kosztem naszego dyskomfortu. Dlatego uważnie słucham ludzi i sprawdzam, czy rzeczywiście mogę im dać to, czego ode mnie potrzebują. Jeśli tak: chętnie pomagam, jeśli coś mi nie odpowiada: z czystym sumieniem odmawiam.

Po siódme: mów, gdy coś ci przeszkadza

Kiedyś wolałam siedzieć cicho, bo jeszcze nie daj Boże kogoś obrażę, niż spróbować zawalczyć o własny komfort. Tylko że … nikt nie jest duchem świętym i nie musi domyślać się, co mi przeszkadza i co chciałabym zmienić. Przekonałam się, że grzeczne zwrócenie uwagi, prośba o zmianę zachowania nie kosztuje wiele, a może zdziałać cuda. Inna sprawa, gdy ktoś po prostu lekceważy mnie i moje potrzeby. Palenie przy ciężarnej zawsze z mojej strony spotka się ze zwróceniem uwagi i prośbą o zgaszenie papierosa. Kasa pierwszeństwa w sklepie, ustąpienie miejsca w poczekalni u lekarza? Nie mam już z tym problemu — mnie naprawdę nie jest lekko z tym melonem pod zimową kurtką.

Dajcie znać, co zmieniło się u Was, gdy zostałyście mamami, czego się nauczyłyście, co zmieniłyście i jak na te zmiany zareagowało otoczenie…

  • Jagoda

    Ja nauczyłam się nie zwracać uwagi na „dobre rady”. Jednym uchem wpuszczam, drugim wypuszczam. A robię i tak po swojemu.

  • Ania

    Nauczyłam sie ze rodzina jest najważniejsza i ze praca może zaczekać

  • Kinga Wasilewska

    Cudowny artykuł, który doskonale rezumuje także moje ciążowe wnioski. Pozdrawiam ciepło

    • http://aktywne-mamy.pl Aktywne Mamy

      :*