Żłobek czy niania, czyli mama wraca do pracy

DZIECI

Mój macierzyński skończył się, tak jak ustawa przewiduje, wraz ze zdmuchnięciem świeczki na pierwszym urodzinowym torcie córki. Nie miałam gdzie wracać do pracy (moja przełożona na wieść o ciąży nagle postanowiła nie przedłużać mi umowy o pracę – życie takie :D), więc oczywiste było, że póki co, stan rzeczy nie ulegnie zmianie.

Jednak w międzyczasie nasz projekt zaczął się rozrastać na tyle, że potrzebowałam coraz więcej czasu na wykonanie niezbędnych rzeczy. Nieodpisane maile, rzadkie wpisy na blogu, Facebook, na którym hulała głucha cisza, kolejne warsztaty do ogarnięcia były moim wyrzutem sumienia, który zagłuszyć mogłam dopiero wtedy, gdy Zosia zasypiała, czyli późnym wieczorem.

Nie miałam czasu dla siebie, dla męża. Ostatnio, książkę czytałam pół roku temu. Tak dalej nie mogłam i nie chciałam funkcjonować. Zapadła więc decyzja: Zosia idzie do żłobka. Przejrzałam oferty tych w okolicy, znalazł się nawet taki, w którym było miejsce – choć prywatny. Ale skoro innej opcji nie ma, matko będziesz płacić.

MIŚ

Następnego dnia byłyśmy już na tzw. adaptacji, która trwała 2 godziny. Zosia zareagowała jak nie Zosia: wycofała się, nie pobiegła ani do dzieci, ani do zabawek. Siedziała na moich kolanach. Być może przerażał ją chaos wokół. Bądź co bądź domowe zacisze to to nie było.W kółko jakieś maluchy płakały: ktoś ząbkował, ktoś był pierwszy dzień sam, ktoś się nie wyspał. Dzieci snuły się bez celu po sali, to znaczy, snuły się te, które już chodziły, reszta pełzała lub raczkowała, nieco przeszkadzając w odkrywaniu żłobkowej rzeczywistości tym, co przybrali postawę pionową jak na przedstawiciela  naczelnych przystało. :)

Panie nie miały czasu, by zająć się  indywidualnie dziećmi, wymyślić jakieś ciekawe zabawy, stymulować, dlatego na środku pomieszczenia rozłożyły ikeowski tunel, by dzieci przez niego przechodziły. Był też basen z kulkami, do którego podopieczni mogli wejść i zająć się sobą. W tym samym czasie jedna opiekunka uspokajała histerycznie krzyczącego chłopca, druga przewijała dzieci, które jeszcze nie siadają na nocnik, następnie zajmowała się usadzaniem dzieci nocnikujących. Za chwilę tą samą ręką podawała komuś smoczek, który właśnie wypadł. Jakiś brzdąc ochoczo biegał po całym pomieszczeniu z zielonym gilem do pasa, inne dziecko spało na rozstawionej w rogu kozetce, bo: „dziś Klaudunia gorączkuje i jest ospała”.

Czas minął mi w nerwowym spoglądaniu na zegarek, czułam się coraz bardziej zniecierpliwiona, w końcu jednak wyszłyśmy do domu. Następnego dnia miałyśmy pojawić się wcześniej, już na śniadaniu. Nie poszłyśmy. Nie poszłyśmy tam już nigdy więcej. Doszłam do wniosku, że ta instytucja to nie jest dobre miejsce ani dla mnie, ani dla mojego dziecka. Jeśli ona ma tam chodzić, bo ja… ja… i ja…, to chyba czas zmienić priorytety. Dla mnie to wygoda, a dla niej? Niekoniecznie.

KARUZELA

Jeszcze tego samego dnia zaczęłam szukać niani, a miesiąc później Zosia zostawała (na początku przez dwie, trzy godziny) pod opieką cudownej kobiety, która organizowała jej indywidualnie czas i uczyła jej przez zabawę.

Dość często, nawet podczas naszych warsztatów, spotykam się z opinią, że nie stać kogoś na nianię albo prywatny żłobek. I co wtedy? Lepiej zostać w domu, bo większość pensji oddasz na opiekę, więc się nie opłaca? Nie!

Prywatny żłobek wcale nie musi być lepszy od tego publicznego. Żłobek, który ja odwiedziłam, był prywatny. Ale myślę, że mnie nie przekonała w ogóle instytucja żłobka takiego czy owego. Jeśli Ty masz inne podejście, wybierz ten według Ciebie najlepszy, nawet jeśli masz na niego oddać większą część pensji.

Jeśli natomiast, tak jak ja, nie jesteś zwolenniczką żłobka, zainwestuj w nianię, nawet jeśli będziesz musiała oddać większą część swojej pensji.

Dlaczego? Bo siedząc w domu, cofasz się zawodowo, nie rozwijasz się, wypadasz z rynku pracy, masz przerwę w życiorysie. I im dłużej zostajesz w domu, tym trudniej będzie wrócić do pracy. Na rozmowie o pracę zawsze padnie pytanie: co pani robiła przez ten czas, by nie wypaść z obiegu?

Inwestycja w nianię nie trwa wiecznie, tak jak i w dobry żłobek. Z reguły dziecko w wieku trzech lat idzie do przedszkola, tam są już inne cenniki, które pozwolą odetchnąć Twojej kieszeni. Dlatego, oddając hajsy na opiekę po macierzyńskim, tak naprawdę inwestujesz w siebie, a przez ten rok czy dwa można zacisnąć pasa, dla dobra dziecka, bo żłobek, to samo zło, jednak. :)